Mali Bogowie: O znieczulicy polskich lekarzy / Jak umierają Polacy - Paweł Reszka

Szpital. Myślimy, w pierwszej kolejności, miejsce do ratowania, poprawy życia pacjentów. Nie będąc pracownikiem służby zdrowia, można by powiedzieć, że przecież wszystko jest w porządku, mamy lekarzy, pielęgniarki i wszystko się jakoś toczy. Dopóki sami nie zderzymy się z rzeczywistością szpitalną, dopóty nie wiemy, co się dzieje za drzwiami szpitala klinicznego, powiatowego i innych instytucji medycznych. Opinia publiczna, telewizja zawsze wykreuje taki temat, który zepchnie nas, pracowników służby zdrowia na boczny, nieważny tor.
Książki Pawła Reszki : Mali Bogowie to pozycja obowiązkowa dla potencjalnych pacjentów, ich rodzin a przede wszystkim dla panów i pań ze szczebli rządzących.



O tej książce usłyszałam na polskim bookstagramie, przytaczana w kolejnych postach, stałą się moją pożądaną lekturą, bo kto, jak nie pielęgniarka, powinien przeczytać książkę o polskiej służbie zdrowia.


Pierwsze co rzuca się w oczy, to stylistyka i forma Małych Bogów. W dużej mierze Paweł Reszka przedstawia swoje historie w formie reportażu, wywiadu środowiskowego. Krótkie i zwięzłe wypowiedzi lekarzy, rezydentów, osób zarówno z doświadczeniem, jak i studentów medycyny mają wiele ze scenariusza Botoksu Patryka Vegi. Autor starał się ze wszystkich sił wniknąć do resortu zdrowia, zatrudniając się początkowo jako sanitariusz w jednym ze szpitali. Drugą część "Jak umierają Polacy" poświęcił ratownictwu medycznemu, SOR-om oraz medycynie ratunkowej zamieniając się na chwile rolami z ratownikami medycznymi.
Muszę przyznać, część I to rodzaj żalu i ubolewania nad studentami medycyny, rezydentami i lekarzami. Nie zrobiło to na mnie największego wrażenia. Ponieważ z mojej perspektywy patrząc, nie powiedziałabym, że lekarz stażysta ma tak strasznie źle. Znalazły się w książce oczywiście wypowiedzi i tych, którym się udało i byli zadowoleni. Ale wiem, z doświadczenia, że szpital szpitalowi nie równy, wszędzie należy walczyć o wiedzę i przyszłe miejsce pracy. Dlatego, nie, "O znieczulicy polskich lekarzy" nie będę pisać w samych superlatywach. Dobrze wiedzieć, że lekarze mają ciężko, ale to nie jedyni pracownicy szpitala, którzy mają w życiu pod górę.



"Jak umierają Polacy" to inna bajka. Rzeczywistość ratowników medycznych nie była mi najbliższa, ale słyszało się to i owo. Po co ludzie dzwonią, z jakimi problemami wzywają ostateczność- czyli karetkę. Szok, dramat to najbardziej miłe i pieszczotliwe słowa na opisanie tego, z czym mierzą się ratownicy medyczni. 20 wyjazdów do pijaków "leżaków", 10 wyjazdów do emerytów i rencistów "beretów" wyłącznie na pogaduszki, bo wnuczki i dzieci o nich zapomniały. Prawdziwego ratowania życia jest mało, w większości to niestety nasza polska niewiedza i niedouczenie. Dzwonienie z błahymi sprawami albo chęć ominięcia kolejki do specjalisty. Tragedia. Autor wspomina również, w tej części o słynnej sprawie Łowców Skór - to równie interesujące jak i przerażające zjawisko.

System. To wina systemu. Zgadzam się w 120%. Resort zdrowia, to dla każdego następnego ministra zdrowia, rodzaj miny albo zesłania na przysłowiowy sybir. Nikt nie chce dotykać spraw które śmierdzą i które ciężko rozwiązać. Dlatego mamy to co mamy, zamiast mówić o znikającym personelu medycznym, o pracownikach ciągnących trzeci 24 godzinny dyżur, prowadzimy dysputy o tym, gdzie ma stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego albo kto stoi za katastrofą smoleńską, podczas gdy nasza narodowa medyczna tragedia trwa już od wielu lat.

Chciałabym aby każdy przeczytał te książki, zobaczył nasz świat, nasze zaplecze i to, co z nami się dzieje. Mogłabym na prawdę wiele tutaj dyskutować. Prościej mi o tym mówić, gdyż ze względu właśnie na ten brud, brak szacunku do moich umiejętności i wiedzy, wyemigrowałam po 2 latach w zawodzie. Nie jestem pierwszą i nie ostatnią, która podjęła taką a nie inną decyzję.


Pamiętam jak dziś, mój pomysł wyjazdu za granicę. Nie myślcie, że ktoś mnie zatrzymywał i prosił abym została. Nikt nawet nie zaoferował mi podwyżki, w zamian za przedłużenie umowy. Koleżanki wypychały mnie ze szpitala i zazdrościły odwagi. Z ust profesora usłyszałam tylko: "Za bramą czekają już Ukrainki, one będą pracować za twoją pensje i nie będą narzekać." Ostatniego dnia pracy, przechodząc przez główną bramę nie spotkałam ani jednej Ukrainki, ale za to wielu pacjentów.

Pozdrawiam
Love Read Sleep



Popularne posty z tego bloga

F. Scott Fitzgerald - Dla Ciebie moge umrzeć i inne zagubione opowiadania.

"Człowiek, który widział więcej" Eric Emmanuel Schmitt